Pages

Tuesday, 8 January 2013

Weganizm zaprasza do kuchni.

Kolejny raz przekonuję się, że weganizm zwabia do kuchni. 
A zwłaszcza leniwego wegetarianina, który opracował wszystkie sztuczki i opanował sztukę oszukiwania. 
Generalnie wszystko z dodatkiem sera i/lub śmietany przecież da się zjeść!

Ale przechodząc na weganizm trzeba już przyłożyć większą wagę do tego co wkładamy do garnka czy na talerz. Trzeba sobie jakoś zastąpić to co do tej pory jedliśmy bez ograniczeń.
Dodatkowo jakoś samoistnie człowiek chce jeść zdrowo, kolorowo.

W sklepie znowu studiuję etykietki. Przez ostatnie lata robiłam to naprawdę sporadycznie. 
Miałam już swoje ulubione produkty, które były sprawdzone przeze mnie. Mechanicznie wkładałam wszystko do koszyka.
Obecnie większość produktów ma oznaczenia. Ale mimo, że niektóre są oznaczone jako wegańskie mają np. białka mleka krowiego. Tak, więc zaczęłam zabawę w czytanie na nowo.

Bonusowo - chemia. Od dawna starałam się kupować te produkty oznaczone króliczkiem, nie testowane na zwierzętach. Ale teraz znaleźć wegańskie proszki, płyny i pasty? Trzeba się nagimnastykować.
Ale po wizycie w sklepie, wiem, że nie ma niemożliwych rzeczy. Ciekawa jestem jak jakościowo będą się różniły od tych niewegańskich.

I jak przystało na wegankę ugotowałam dzisiaj aromatyczną grochówkę na bulionie.
A muszę przyznać, że od dawna nie gotowałam zupy tak od podstawy. Wyręczałam się gotowymi kostkami warzywnymi... Nic jednak nie pobije cebulki przypalanej nad ogniem, tych ziół, świeżych warzyw...

Plus zaczynam wracać do koktajli, które uwielbiam, a których nie chciało mi się robić.
Dzisiaj - papaja, banan i mleko kokosowe, z dodatkiem brązowego cukru i soku z cytryny. Przepyszne!


3 comments:

  1. Miałam podobny początek :D A czytanie etykiet to chyba obsesja każdego weganina. No i z chemią do domu nie jest też wcale aż tak trudno (chociaż zależy w jaki dużym mieście mieszkasz). Znaczek króliczka na opakowaniu też o niczym nie świadczy (bo kosmetyk mógł być nietestowany, ale składniki użyte do jego produkcji już tak).
    Nie wiem czy znasz, ale tu masz jedną z najlepiej zredagowanych list kosmetyków z rozróżnieniem na testowanie i nie:
    http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=600483

    ReplyDelete
  2. Kierowalam sie lista PETY. ;)
    I przez przypadek np znalazlam Tantrum. Co prawda sprzedaja kosmetyki dla dzieci, ale przynajmniej sa weganskie i nietestowane.
    Martwi mnie troche The Body Shop, bo lubie ich produkty, mam ich w domu sporo... Ale sa na pomaranczowej liscie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. The Body Shop należy do L'Oreal, a ci to są najgorsi z najgorszych jeśli chodzi o testowanie. Ja nie wspomagam firm, które się im sprzedały. Natomiast polska lista, którą Ci podesłałam jest na bazie m.in. listy PETA, ale ma t e przewagę, że znajdziesz na niej polskie kosmetyki :)

      Delete