Pages

Wednesday, 9 January 2013

Wegański orzechowiec.

Czyli krótka historia o moim pierwszym wegańskim wypieku.
Jako, że ostatnio kupiłam między innymi pekany, postanowiłam zrobić z nich ciasto.
Piekę rzadko, ostatnio prawie wcale (nie licząc świąt).

Przekopałam mnóstwo stron z przepisami, wybrałam sobie jeden i pognałam do sklepu.
Oczywiście okazało się, że moja skleroza jest głęboko zaawansowana (a posiadanie karteczki ze spisem to obciach), wiec chcąc nie chcąc zmodyfikowałam nieco przepis. A właściwie połączyłam dwa i dodałam własną inwencję twórczą...

I być może właśnie to mnie zgubiło...

Ciasto w piekarniku ładnie urosło, zapach był cudowny...
I na tym koniec. 
Mam kilka podejrzeń na temat niebywałej kruchości rzeczonego ciasta.
Złe proporcje (bo przepis był na małą blachę, a ja miałam tylko dużą), zbyt krótko trzymałam w piekarniku (ale góra juz była brązowa) albo niewystarczająco poczekałam aż ciasto ochłonie zanim zajęłam się krojeniem...

W ten oto sposób ciasto się połamało. O ile spód jedynie na dwie części, to góra to już istne puzzle!
Żeby nie było, to zrobiłam orzechową masę (sama o dziwo ją wymysliłam) na górę i ukryłam trochę ten hańbiący fakt.

Ciasto sobie wypoczywa w lodówce, a ja boję się tego co jutro mogę tam zastać...

Tuesday, 8 January 2013

Weganizm zaprasza do kuchni.

Kolejny raz przekonuję się, że weganizm zwabia do kuchni. 
A zwłaszcza leniwego wegetarianina, który opracował wszystkie sztuczki i opanował sztukę oszukiwania. 
Generalnie wszystko z dodatkiem sera i/lub śmietany przecież da się zjeść!

Ale przechodząc na weganizm trzeba już przyłożyć większą wagę do tego co wkładamy do garnka czy na talerz. Trzeba sobie jakoś zastąpić to co do tej pory jedliśmy bez ograniczeń.
Dodatkowo jakoś samoistnie człowiek chce jeść zdrowo, kolorowo.

W sklepie znowu studiuję etykietki. Przez ostatnie lata robiłam to naprawdę sporadycznie. 
Miałam już swoje ulubione produkty, które były sprawdzone przeze mnie. Mechanicznie wkładałam wszystko do koszyka.
Obecnie większość produktów ma oznaczenia. Ale mimo, że niektóre są oznaczone jako wegańskie mają np. białka mleka krowiego. Tak, więc zaczęłam zabawę w czytanie na nowo.

Bonusowo - chemia. Od dawna starałam się kupować te produkty oznaczone króliczkiem, nie testowane na zwierzętach. Ale teraz znaleźć wegańskie proszki, płyny i pasty? Trzeba się nagimnastykować.
Ale po wizycie w sklepie, wiem, że nie ma niemożliwych rzeczy. Ciekawa jestem jak jakościowo będą się różniły od tych niewegańskich.

I jak przystało na wegankę ugotowałam dzisiaj aromatyczną grochówkę na bulionie.
A muszę przyznać, że od dawna nie gotowałam zupy tak od podstawy. Wyręczałam się gotowymi kostkami warzywnymi... Nic jednak nie pobije cebulki przypalanej nad ogniem, tych ziół, świeżych warzyw...

Plus zaczynam wracać do koktajli, które uwielbiam, a których nie chciało mi się robić.
Dzisiaj - papaja, banan i mleko kokosowe, z dodatkiem brązowego cukru i soku z cytryny. Przepyszne!


Monday, 7 January 2013

Wegański blog. Rozdział I.


Wegetarianka od przeszło sześciu lat, postanowiła zostać weganką.Po raz trzeci.Ale tym razem ostatni.Bo nikt jej nie będzie przeszkadzał, bo mieszka sama, bo już sama sobie tylko.I nikt nic.

Niepodejrzewana o prowadzenie bloga kulinarnego, postanowiła udokumentować swoją podróż.Przemianę, poszukiwania, zakręty, proste.Odkrycia, pomyłki, błędy, eksperymenty.A, że blogów o tematyce wegańskiej nie ma zbyt wiele, to w tej niezmierzonej przestrzeni wirtualnej znajdzie się miejsce i dla niej...